Góry moje - Tomasz Gapiński

Wyprawy:
Biegówkowo pod Tatrami...
Niżne Tatry 2007 (18 -...
Gorczańska majówka 200...
Pożegnanie zimy 2007 (...
Góry Izerskie 2007 (5-...
Tatrzańska jesień 2006...
Slovensko 2006 (21-28 ...
Kłodzko Rain Tour 2006...
Sylwester na Hali Góro...
Tatry 2005 (29 VIII - ...
Nord-Ost 2005 (17-23 V...
Karkonosze Spring Tour...
Tour de Beskidy 2004 (...

galeria























Pożegnanie zimy 2007 (29 III - 1 IV)



Czwartek 29 III 2007
Lubień - Szczebel - Luboń Wielki


Tym razem nie przyłożyłem ręki do planowania. Po chamsku pojechałem na gotowe. Ale czy mógłbym odmówić propozycji od ekipy, z którą zaczynałem moje górskie podboje? Jakże bym śmiał.
Miało nas jechać czterech, ale Mariusza zatrzymały sprawy obiektywne. Michał zaś mógł dojechać dopiero w piątek - będzie na nas czekał w Jordanowie. Wychodzi więc, że pierwszego dnia będę tylko ja i Wojtek, do którego jeszcze parę lat temu zwracałem się "panie profesorze", i któremu dyrekcja mojego ogólniaka powierzyła kiedyś misję wychowania na ludzi 30 osób, w tym mnie... Zaczynamy w Beskidzie Wyspowym, a konkretnie między Lubniem a Mszaną Dolną. Czarny szlakiem zamierzamy wejść na Szczebel (977 m n.p.m.). Na początku łagodnie, potem bardzo ostro podrywa się do góry.
W połowie szlaku niespodzianka - jedna z niewielu w Beskidach jaskiń - kilkumetrowa Zimna Dziura. Na szczycie czeka nas pierwszy śnieg - nie ma go wiele - tak akurat by oczyścić buty z błota...


Zejście na przełęcz Glisne i pierwsi ludzie od opuszczenia autobusu.
Teraz kierujemy się na Luboń Wielki, gdzie chcemy nocować. Szlak idzie pięknym lasem. Czuć, a właściwie słychać już wiosnę. Za to śniegu więcej niż na Szczeblu. Po niecałej godzinie marszu osiągamy szczyt. A na nim przekaźnik TV i małe, urocze schronisko. Widok ze szczytu urzeka, jak się okaże wieczorem widać nawet Kraków. Póki co jednak chcę się umyć. Od pracownika schronu dostaję miskę z wodą - łazienki w sezonie zimowym są zamknięte. Nie działa też centralne ogrzewanie - na noc palone jest w piecu. Podczas gdy odpoczywam schronisko odwiedza kolejny turysta - starszy pan, z przysłowiowym brzuszkiem, który wg kilku lekarzy dawno powinien nie żyć. Odwiedza Luboń codziennie, kiedy tylko ma taką możliwość. Zaraz też schodzi na dół.
Samo schronisko to coś w rodzaju wieżyczki. Parter to malutka jadalnia i mikroskopijny bufet. Piętro zaś to sala sypialna z oknami na 4 strony świata. Na poddaszu mieszka gospodarz i/lub pracownik. Do WC (tzn. sławojki) trzeba iść około 30 metrów.


piątek 30 III 2007
Luboń Wielki - Jordanów - Hala Krupowa


Pobudka wcześnie, ale bez przesady. Około ósmej wychodzimy. Szlak wiedzie długim grzbietem przez Luboń Mały w stronę Jordanowa. Śnieg szybko ustępuje miejsca błotu. Co chwilę odsłania się widok na zalaną porannym słońcem dolinę, w oddali bielą się śniegi na polanach pasma Policy. Po przecięciu Zakopianki szlak biegnie polami i przysiółkami by w końcu wyprowadzić nas na asfalt. Od męczarni wędrowania asfaltem wyzwalają nas dwaj panowie jadący traktorem z przyczepą. Okazuje się, ze jadą aż do Jordanowa. Trzęsie jak cholera, ale jedzie się super - dzięki tej nietypowej okazji zyskujemy ponad pół godziny.


W Jordanowie już czeka na nas Michał. Jakieś jedzenie, łazienka (to najważniejsze) i ruszamy czerwonym w stronę Czupla. Najpierw jednak trzeba zejść na dno doliny Skawy. Dopiero po minięciu wsi Bystra zaczynamy iść do góry. Najpierw nieśmiało leśną drogą, potem szlak odbija ostro wąwozem do góry wśród wiatrołomów i ostrych gałęzi. Chłopaki strzelają do przodu, umawiamy się jednak, że zaczekają przy węźle zielonego szlaku.
Droga jest nudna, las jeszcze nie odżył po zimie, pokryty jest warstwą zgniłych liści. W końcu dochodzę do węzła szlaku... niebieskiego. Cholera - pochrzaniłem, myślę, pewnie zielony jest gdzieś dalej i chłopaki lecą do przodu, trzeba było powiedzieć, żeby zaczekali przy pierwszym szlaku innym niż czerwony. Przyspieszyłem. Po pół godzinie telefon - "gdzie jesteś?". Opowiadam rzeczowo, co widzę dookoła ("las, dwie polanki ze śniegiem, minąłem pomnik i niebieski szlak"), ale chłopaki nic nie kojarzą. No nic - pewnie tak zapieprzali, że nie zauważyli. Po kilkunastu minutach kolejny telefon. W końcu udaje się ustalić, że to ja nie zauważyłem zielonego szlaku ani ich leżących w pewnym oddaleniu od szlaku. Znajduję coś do siedzenia i czekam. Jedyny raz podczas tego wyjazdu oni gonią mnie...
Dalsza droga na Halę Krupową to na przemian śnieg i błoto. Widoków prawie żadnych, tam gdzie powinny być Tatry kłębowisko chmur. W schronisku obżeramy się za wsze czasy i wreszcie bierzemy porządny prysznic. Jutro - Babia Góra.

sobota 31 III 2007
Hala Krupowa - Babia Góra - Markowe Szczawiny


Pogoda od rana jak "drut". Słońce wali, ani jednej chmurki. Pokazały się Tatry, choć lekko za mgiełką. Idziemy w stronę Policy. Śnieg pokrywa już szlak równą warstwą, praktycznie bez przetopów, na szczęście jest dobrze przetarty i po nocy zmrożony. Na Policy pierwszy raz widać Babią w całej okazałości. Szedłem tędy 3 lata temu, w deszczu i mgle, dlatego widok jest dla mnie zupełną nowością. Chłopaki odskoczyli sporo do przodu, ja idę dużo wolniej. Liczyłem, że zdążę na 11 na Krowiarki, ale w efekcie jestem tam prawie godzinę później. No cóż.

Na Krowiarkach spory ruch - odbywała się tam msza, kręcą się jeszcze Goprowcy, narciarze, przypadkowi turyści. Ruszamy do góry. Obok szlaku ciekawostka - ślady nart biegowych. Okaże się wyżej, że pewien starszy pan wchodził na bieżkach na Babią, a potem z niej zjeżdżał. Niestety nie udało mi się zanim pogadać - za szybko śmigał. Po godzinie nudnym lasem wychodzę na Sokolicę. Widok na resztę Babiej oszałamia. Teraz będzie mniej stromo i z widokami. Idę dość wolno, ale równym tempem. Mijam narciarzy i turystów schodzących w dół. Śniegu miejscami 2 metry (sądząc po tyczkach), miejscami wytopiony do gruntu. Gdzieś obok krąży jakiś ptak, drapieżnik, ale niezbyt duży. Panorama Orawy zamkniętej w oddali grzebieniem Tatr i wałem Gór Choczańskich robi się coraz ładniejsza. W druga zaś stronę łagodne wzniesienia Beskidów w odcieniach zgniłego brązu.

Na szczyt docieram po 15 w towarzystwie innego turysty, z którym mijamy się od Krowiarek. Wiatr jak na Babią niezbyt silny, jednak wystarczający by szybko nas ze szczytu przepędzić. Śnieg zdążył rozmięknąć, więc w dół można zasuwać bardzo szybko i bezpiecznie. Po chwili jesteśmy na Bronie i dalej schodzimy do schroniska. Kawałek sporej stromizny (Michał pokonywał ją zjeżdżając na nogach, jak się później dowiedziałem), potem już dość łagodna ścieżka.

W schronisku sporo ludzi. Może nawet komplet - ostatni ludzie przychodzili już w nocy. Mimo to do jedynego prysznica kolejki jak zwykle brak. Księżycowa noc wiele osób zachęciła do wyjścia na wschód słońca, my jednak to sobie odpuszczamy.

niedziela 01 IV 2007
Markowe Szczawiny - Mała Babia - Przełęcz Jałowiecka - Zawoja


Dzisiaj już będzie lekko. Po solidnym śniadaniu wychodzimy na Małą Babią (Cyl). Od Brony przekonujemy się, co znaczy wiatr na Babiej Górze. Nawet okulary chce mi zwiać z głowy. Na Cylu chcemy sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie, jednak nie ma nikogo, kto by nam pomógł, a mini statyw na tym wietrze jest bezużyteczny. Dlatego robimy zdjęcia na raty.


Dalej wiatr ustaje, a szlak wchodzi na szeroką graniczną przecinkę w lesie. Delikatnie w dół, idzie się nadzwyczaj wygodnie i szybko. Przed Przełęczą Jałowiecką śnieg się kończy. Dalej idziemy czarnym szlakiem w dół, błotnistą drogą, na której prowadzono zrywkę. Rychło docieramy do Zawoi, skąd busem do Suchej Beskidzkiej i dalej pociągiem do domu.

Koniec.

opis i zdjęcia: Tomasz Gapiński

 

 

 

 

Powrót do góry

copyright 2004-2007 by Tomasz Gapiński. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wykorzystywanie zdjęć i tekstów z obrębu witryny bez zgody autora zabronione.

kontakt: łebmajster