|
|
Góry Izerskie 2007 (5-8 I)
1. Polowanie na śnieg. - 05.01.2007
"Jest na razie ponad 30 cm i cały czas pada" - taka informacja przekazana przez gospodarza schroniska Orle k. Jakuszyc brzmiała conajmniej surrealistycznie. Za moim nizinnym oknem termometr wskazywał 7 stopni, wszystkie media huczały, że w górach brak śniegu a tu masz - 30 cm. Podobne informacje przekazywali Czesi z Jizerki, 5 km dalej. Decyzja została podjęta - jedziemy do Jakuszyc. Szybki przegląd rzeczy i lista zakupów. W czwartek rano do Torunia na nudne zajęcia i wieczorem pakowanie. Taksówkarz, który miał mnie zawieźć na dworzec był co najmniej zdziwiony faktem, ze wiozę narty. Ech, ludzie małej wiary...
Gdzieś za Wrocławiem słyszę ze stacyjnego megafonu, ze mój pociąg jedzie z Warszawy - to znaczy, że po licznych rozczepianaich i zczepianiach jadę tym samym składem co Ewa i Michał, tylko muszę się przesiąść. Powoli robi się widno, a śniegu nie widać, gdzieś tylko pojedyncze płaty między drzewami, w Szklarskiej Porębie wcale nie lepiej. Jednak już w mikrobusie do Jakuszyc obserwujemy białe pobocze i padający śnieg. Jednak mieli rację. Śnieg jest! Zmiana butów przy ośrodku Biegu Piastów i wreszcie mogę przypiąć narty do nóg i wypróbować je na śniegu a nie na dywanie.
Zakładamy plecaki i raźno ruszamy drogą do Orla. Na początku trudno mi utrzymać równowagę, w czym wór wcale nie pomaga. Na odcinku pod górę zaliczam z 3 upadki, tyle samo na zjeździe. "Jak sie nie psewrócis to sie nie naucys"...
W schronisku są trochę zdziwieni, że z góry zakładamy 3 noclegi. Kilka razy się dopytują czy to prawda. W końcu dostajemy klucz do pokoju (znajduje się on w budynku 200m od jadalni, o samym schronisku będzie potem). Szybkie przepakowanie do lekkiego plecaczka i w drogę, czas goni a dzień krótki. Wybieramy trasę na Halę Izerską, jedno z największych torfowisk w Sudetach. Cały czas prawie po płaskim. Hala wita nas wiatrem i pierwszymi górskimi widokami. Jako, ze teren podmokły parę razy brodzimy w płytkiej wodzie. W końcu docieramy do uroczego schroniska "Chatka Górzystów". Budynek prawie pusty, tylko gospodyni i para sympatycznych starszych Niemców. A! Zapomniałbym o psie.
Niegdyś na Hali Izerskiej była wieś. Gross Iser. Miała 400 mieszkańców, gospodę, kościół i szkołę. Ocalała tylko szkoła, wspomniana "Chatka Górzystów".
Niestety za oknem zmierzcha, a chcemy (precyzuję - ja chcę) opuścić otwartą przestrzeń za jasności. Droga powrotna mija nam dużo szybciej, mimo to pod koniec musze założyć czołówke. Obserwuję postępy w mym narciarstwie - upadki stają się nieco rzadsze :D Jeszcze tylko kiełbaska i można iść w kimę.
2. Jizerské knedlíčky - 06.01
Dzisiaj idziemy do Jizerki. Półtora roku temu otwarto wreszcie turystyczne przejście graniczne. Niestety śniegu na szlaku jest dziś mniej niż wczoraj, co rusz wystają kamienie, czasem trzeba odpiąć narty. Podobnie po czeskiej stronie - drogę przecinają liczne potoczki wymagające bardzo ostrożnego przeczłapywania na nartach. W końcu po mozolnym podejściu z mgły wyłaniają się zabudowania Jizerki.
Herbatka w restauracji i pędzimy do góry. Wybraliślmy trasę Izerską Magistralą, widokowym i świetnie utrzymanym szlakiem wybudowanym za unijne pieniądze. Śniegu masa, ludzi na biegówkach nie mniej. Podziwiamy na zmianę widoki (ja), przedwojenne bunkry (Michał), czeskich biegaczy (Ewa ;)).
Niestety - zegarek pokazuje, że trzeba zawracać. Powrót dziurawą drogą po ciemku nie wchodzi w grę, a chcemy jeszcze coś zjeść i wypić.
Zjazd doliną Izerki okazuje się dość trudny. Co chwilę trzeba hamować, co czynię może mało efektowną ale 100% skuteczną metoda upadku na tyłek. O zmroku docieramy do schroniska.
3. Narty Wodne - 07.01
W nocy lał deszcz. Do reszty śniegu nie stopił, ale o cudownych warunkach z dnie poprzedniego możemy zapomnieć. Mimo to ruszamy - nasz cel - kopalnia kwarcu Stanisław. Początkowo trasa jest przyjemna, w jednym tylko miejscu trzeba się przeczłapać po kamieniach. Potem niestety zaczyna padać. Niby nieśmiało, ale równomiernie i bez litości.
W śladzie zaczęła się gromadzić woda skutkiem czego były moje totalnie przemoczone buty. Kopalnia wyglądała nawet fajnie, panorama Karkonoszy trochę mniej, więc po krótkim relaksie wróciliśmy po śladach. Na Rozdrożu pod Cichą Równią spotkaliśmy pewne małżeństwo z Olsztyna, gorąco nas namawiali na udział w rajdzie "Wędrówki Północy".
Teraz już zdrowo zapieprzaliśmy. Jeździć się jakoś dało, ale przyjemności z tego za wiele nie było, więc dopingowała nas myśl o kominku w Orlu. Oczywiści jak zwykle władowałem się w kamienie doszczętnie chyba demolując ślizgi, ale co tam. Kiedy już się cieszyłem, że udało mi się cały dzień ani razu nie wywrócić na zakręcie narty zjechały mi się w śladzie i zdrowo prasnąłem prosto w kałużę. Niech żyje odzież techniczna!
Jako, że była niedziela w jadalni było sporo ludzi, jednak z upływem czasu tłumek się rozrzedził. Pod wieczór została tylko nasza trójka, gospodarz i pies (i kot!).
Trochę o samym Orlu. Kiedyś była tu huta szkła. Nie takiego zwykłego ale ozdobnego. Wraz z kilkoma sąsiednimi hutami specjalizowała się w szkle filigranowym oraz tzw. millefiori (wł. tysiąc kwiatów) - barwnych szklanych pałeczkach zatapianych w większej bryle szkła np przycisku do papieru. Stylowy budynek schroniskowej jadalni był administracją huty. W 1890 roku hutę zamknięto a osada podupadła. Główny budynek kilkadziesiąt lat służył jako leśniczówka. Budynki mieszkalne schroniska mają inną historię. Postawił je w latach '30 Grenzschutz - niemiecka straż graniczna. Także po wojnie używane były przez pograniczników (to nasi dzielni WOPiści wysadzili w stanie wojennym stary most na Izerze, będący perełką myśli technicznej).
4. Pożegnanie - 08.01
Noc była mroźna i bezdeszczowa, co umożliwiło dojechanie na nartach (choć przy tej ilości lodu lepsze byłyby łyżwy) do samych Jakuszyc. Przy Biegu Piastów mała sesja zdjęciowa i kombinujemy jak wyjechać. Niestety - Jakuszyce mają to wspólnego z mafią, że choć trudno się tam dostać to jeszcze trudniej jest się wydostać. Na szczęście 2 godzinne oczekiwanie na autobus umiliło nam pyszne jedzenie w przydrożnej gospodzie. A w Szkalrskiej - deszcz i smutek...
Wyjazd nadzwyczaj udany. Pogoda, choć nie idealna, była najlepsza w całej Polsce do uprawiania narciarstwa. Szkoda tylko, ze owo śnieżne okno trwało tak krótko. Jeszcze wrócimy do Jakuszyc. Prawdziwą zimą, by pouprawiać zgodnie z wytycznymi ze ściany w schronisku, narciarstwo biegowe, piwno - leżakowe.
PS Jeszcze kilka fotek :)
opis i zdjęcia: Tomasz Gapiński |