Góry moje - Tomasz Gapiński

Wyprawy:
Biegówkowo pod Tatrami...
Niżne Tatry 2007 (18 -...
Gorczańska majówka 200...
Pożegnanie zimy 2007 (...
Góry Izerskie 2007 (5-...
Tatrzańska jesień 2006...
Slovensko 2006 (21-28 ...
Kłodzko Rain Tour 2006...
Sylwester na Hali Góro...
Tatry 2005 (29 VIII - ...
Nord-Ost 2005 (17-23 V...
Karkonosze Spring Tour...
Tour de Beskidy 2004 (...

galeria





Sylwester na Hali Górowej 2005/2006

Prolog
Zawsze marzył mi się Sylwester w górach, ale zawsze nie było jak tego zorganizować. Aż nadszedł grudzień 2005. I tym razem spisałem już to na straty, jednak namówiony przez (wówczas jeszcze koleżankę) Asię postanowiłem spróbować coś załatwić. Szanse powodzenia o tej porze jak1/100000. Wrzuciłem zapytanie na kilka forów górskich. Nieoczekiwanie odpowiedź przyszła z tego najmniej licznego:

"jahod: Sylwester w bacówce na Górowej pod Pilskiem - wygód raczej mało, ale za to górski klimat i gitarka będą! Dwa miejsca się znajdą!".

Asia rozradowana, jej mama trochę mniej ;) Jednak pomimo wszystko wyjechaliśmy...

Czwartek 29.12.2005
Po całonocnej podróży dotarliśmy do Korbielowa. Wyszło słoneczko i nasz pesymizm budowany padającym na potęgę śniegiem ustąpił całkowicie. Jeszcze w Korbielowie niemiłe zaskoczenie - nie stać nas na wypożyczenie dwóch kompletów nart - 40PLN za dobę to cena zaporowa. Decydujemy się wypożyczyć jedną deskę snowboardową i tak objuczeni (po uprzednim sprawdzeniu deski na oślej łączce) ruszamy pod górę nartostradą wzbudzając zdziwienie narciarzy. Po godzinie Asia (pierwszy raz poważnie w górach ;) ) chce mnie zabić, ale widoki rekompensują zmęczenie. Przed 14 docieramy na Halę Miziową. Widok na Babią - cudowny, jak z pocztówki. Posilamy się i przed 15 ruszamy w stronę Hali Górowej. Ale zaraz - którędy? Jest niby tabliczka, ale nie do końca w te stronę w którą się spodziewamy. Na szczęście pojawia się dwoje turowców, którzy zmierzają w tę samą stronę. Ruszamy więc z nimi. Piękny ubity śnieg nartostrady ustępuje puchowi najpierw do kolan, a potem nawet głębiej. Na szczęście jeden z nowych towarzyszy odciąża Asie z plecaka, więc idzie nam się znośnie - problemem są tylko moje wywrotki - z przyczepiona do plecaka deską nie zawsze mogę się sam podnieść :). Po zachodzie Słońca docieramy w końcu na miejsce - starą bacówkę na Hali Górowej.
Jagody jeszcze nie ma, dowiadujemy się jednak, ze śpimy na górze - czyli w wielkim pomieszczeniu, w którym temperatura jest zbliżona do tej na zewnątrz - aktualnie -10.
Spędzamy wieczór w kuchni, by potem przebrani pójść spać - dali nam na szczęście materace i dwie bazowe kołdry.


Piątek 30.12.2005

Wstajemy za późno. O dziwo wyspani. Przy dziesięciostopniowym mrozie da się jednak spać. Do tego sypiący śnieg, który zasypuje ślady zniechęca nas do wyjścia na Miziową. Postanawiamy więc pojeździć na desce w puchu na naszej hali. Na początku jest ciężko -co rusz się wywracamy (co jednak jest bardzo fajne w tak miękkim śniegu), potem jest trochę lepiej. Kończymy kiedy się robi ciemno. Reszta dnia standardowo - herbatka, jakieś jedzonko i miła atmosfera. W między czasie docierają ludzie z krakowskiej sekcji turystyki górskiej przy AGH. Fajna ekipa, choć nie udaje się ich zintegrować z tymi co już są. Do tego Kuba poważnie uszkadza sobie rękę moim scyzorykiem. Wieczorem (po północy) zaczynamy świętować urodziny Jagody. Ogólnie wesoło:)


sobota 31.01.2005

Tej nocy było -15, jednak spało się nam równie fajnie. Rano co prawda czułem lekki katar, ale szybko mi przeszło. Za to ludzie z sekcji wymiekli. Decydują się wracać. Kuba by został, ale musi coś zrobić z łapą (potem goprowcy powiedzą mu, ze dobrze iż nie odkażał Smirnoffem, bo byłby to grzech śmiertelny i marnotrawstwo niewybaczalne - lepiej to robić moczem). Asię ich ucieczka wprawia o tyle w dobry humor, ze ona jako debiutantka sobie radzi a ci, niby stare repy, odpuszczają:)
Ponieważ znowu zaspaliśmy, kolejny raz odpuszczamy Miziową. Tym razem śnieg nie sypie, za to wiatr wieje z siłą huraganu. Plusem tej sytuacji jest odrobina słoneczka i widoki na Babią. Znowu więc jeździmy w puchu. Po przetarciu ścieżki udaje się nam czasem zjechać na dół z jednym tylko zatrzymaniem, czasem nawet daje się zaszaleć i zjechać przy dużej prędkości kantem deski na puch, ale to zwykle kończy się po jakimś czasie artystycznym przekoziołkowaniem :) Znowu kończymy jak jest ciemno.
Zaczynają się przygotowania do imprezy. Początkowo jest drętwo, ale atmosferę próbują naprawiać pozostali krakowiacy (w tym gitarzysta) oraz "stara gwardia" z Gdańska -Janek i Piotrek. Zjeżdża się tez trochę nowych ludzi. Na stół idzie Magister oraz grzane wino (wczoraj pito krupnik). Przed północą część ekipy wychodzi popalic ognisko w śnieżnej dziurze. Trochę fajerwerków, szampan, dowcipy o rycerzach i nowych ruskich:) Do tego cudowny spektakl ogni sztucznych w dolinie. Po wypaleniu ogniska wracamy do bacówki pośpiewać przy gitarze. Ok 4 idziemy wreszcie spać.

Niedziela 01.01.2006
Wstajemy o 10. Ta noc była najcieplejsza -całe -5,za to przez szczeliny sypał na nas śnieg. Ludzie się zmywają, wiec i na nas pora, tym bardziej, ze nie mamy zielonego pojęcia jak wydostać się z Korbielowa. Po spakowaniu, posprzątaniu i pożegnaniu wszystkich po 12 ruszamy w drogę. Odcinek w puchu idzie nam znośnie i sporo przed 2 jesteśmy na Miziowej. Wreszcie cywilizacja. Ciepła woda, w której można się umyć, toaleta gdzie się nie przymarza do deski i w ogóle luksusy. Próbujemy jeździć, ale na ubitym sniegu nam to niezbyt wychodzi - po kilku bolesnych upadkach idziemy dalej w dół. Plan jest taki, ze pojeździmy sobie na dole czekając na busa, do którego spróbujemy się wbić wraz ekipą krakowską (4 osoby). Stety-niestety - przypadkiem zagadani na parkingu ludzie oferują się z podwiezieniem naszej dwójki do Żywca - szybko wiec oddajemy deskę i wsiadamy do furgonetki z dwoma milczącymi panami. Zbyt krótkie snowboardowanie będę jeszcze musiał Asi wynagrodzić, tymczasem zastanawiamy się, czy tych dwóch panów nie ma co do nas jakiś innych planów - okazuje się, ze jednak nie i około 17 jesteśmy w Żywcu. Stąd do Bielska na pizze, do Katowic, potem na podłodze do Poznania i o 8 rano 2.01.2006 jesteśmy w Inowrocławiu.
Tak kończy się jedna z najwspanialszych przygód mojego życia :)

opis i zdjęcia: Tomasz Gapiński

 

 

 

 

Powrót do góry

copyright 2004-2007 by Tomasz Gapiński. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wykorzystywanie zdjęć i tekstów z obrębu witryny bez zgody autora zabronione.

kontakt: łebmajster