Góry moje - Tomasz Gapiński

Wyprawy:
Biegówkowo pod Tatrami...
Niżne Tatry 2007 (18 -...
Gorczańska majówka 200...
Pożegnanie zimy 2007 (...
Góry Izerskie 2007 (5-...
Tatrzańska jesień 2006...
Slovensko 2006 (21-28 ...
Kłodzko Rain Tour 2006...
Sylwester na Hali Góro...
Tatry 2005 (29 VIII - ...
Nord-Ost 2005 (17-23 V...
Karkonosze Spring Tour...
Tour de Beskidy 2004 (...

galeria












Biegówkowo pod Tatrami 2008 (2-4 II)



Znowu nie ma zimy. Tzn jest, ale w kalendarzu. Narty stoją w kącie i się kurzą. Po konsultacji z Michałem ustalamy termin i miejsce - najwięcej śniegu jest w Zakopanem.

Dzień pierwszy - Sobota 2.2.2008

Spotkaliśmy się już w pociągu więc po przyjeździe na miejsce od razu udaliśmy się na kwaterę by po przepakowaniu ruszyć w góry. Pogoda z rana ładna zaczęła się nieco psuć. Na pierwszy ogień - Dolina Chochołowska.

Ludzi mało, śniegu w sam raz. Odcinek do góry idzie nam szybko, pod koniec robi się mniej przyjemnie gdy zaczyna padać śnieg. W schronisku chwila przerwy i jedziemy w dół. Jako, że na drodze ruch skracamy sobie przez środek Polany Chochołowskiej. Śnieg głeboki, ale szybki, zaliczamy wiec kilka upadków. Potem, nie licząc krótkiego odcinka, już na tyle płasko, że trzeba sobie pomagać kijami. Gdy docieramy do siwej Polany skręcay w prawo, by zielonym szlakiem dostać się do Kir. Droga przyjemna, ale typowo piesza - dla narciarza miejscami wąsko, szczególnie gdy trzeba przekroczyć wąską na pół metra kładkę poprzedzoną kawałkiem zjazdu. Na polanie Biały Potok natrafiamy na wyciąg. Sto jest na tyle połogi, ze decydujemy się wykupić karnet i poćwiczyć techniki zjazdowe. Przydadzą się następnego dnia. Gdy docieramy do Kir robi się powoli szaro. Na dzisiaj koniec.


Dzień drugi - Niedziela 3.2.2008


Nad Zakopanem piękne słońce. Mróz nie taki jak zapowiadali, ale jednak jest i śnieg pięknie błyszczy się w słońcu. Wczoraj rozgrzewaliśmy się w Chochołowskiej i ćwiczyliśmy zjazdy na biegówkach na przywyciągowej oślej łączce. Cel na dzisiaj - Gubałówka.

Pieszo dostajemy się w okolice zakopiańskiego starego szpitala. Tam można już przypiąć narty. Zaśnieżoną drogą w górę do osiedla Kotelnica. Tu pojawiają się pierwsze schody - lód na drodze uniemożliwia poruszanie się na deskach do przodu. Na jakiś czas odpinamy. Druga próby jazdy pod koniec przysiółka. Po lewej widok na Tatry, my zaś twardo do góry. Śnieg puszysty, więc łuska** nie trzyma specjalnie - muszę podchodzić zakosami. Pod nieczynnym wyciągiem odpinam deski i najbardziej stromy kawałek pokonuję na nogach.

W końcu jesteśmy na szczycie. Widok oszałamia. Slalom między pieszymi, samochodami i pędzącymi saniami. Przy Butorowskim Wierchu opuszczamy ruchliwą promenadę i kierujemy się w las. Z lasu zaś na dużą polanę gdzie rozlokował się przysiółek Butorów. Widać całe Tatry, nawet ryczące skutery śnieżne nie są w stanie tego popsuć. Teraz znowu lasem. Trochę do góry, po płaskim i w dół. Miejscami nieco stromo, na wąskiej drodze nie mogę hamować, więc zaliczam "bałwanka".

Cały w śniegu wychodzę na grzbietową polanę Mietłówka. Na prawo widok na Orawę i królującą nad nią Babią Górę. Z polany kawałek lasem, znowu łąką i tak na zmianę. Ostatni odcinek lasem jest najbardziej stromy. Tu bałwanków jest kilka, narty nabierają prędkości a co jest za zakrętem drogi nie widać. Nierówny, pełen dziur śnieg na drodze nie pozwala mi na żadne hamowanie. W końcu wyjeżdżamy na łąki nad Kojsówką - przysiółkiem Witowa. Czeka nas długi zjazd. Śnieg po kilku godzinach pracy słońca jest pokryty cienką warstewką lodu, która załamuje się pod ciężarem nart. Nie jest to zbyt przyjemne, nie da się w żaden sposób skręcać, ale nie można się też zbytnio rozpędzić. Szerokimi zakosami tracimy wysokość. Końcówkę przebywamy na butach - łąkę przedzielają żywopłoty a na dróżce brakowało śniegu.

Dzień trzeci - Poniedziałek 4.2.2008

Ładna pogoda się skończyła. Halny, lekki deszczyk i topiący się śnieg. Do tego moje rozwalone kolano (rozwaliłem sobie na oblodzonym zakopiańskim chodniku). Plan na dziś - Biała Woda (do Polany) i ile się da drogi do Morskiego Oka.

Na Łysej Polanie martwo i cicho. Wejście do Strefy Schengen wymiotło załogę z granicznych budynków. Zaraz a mostem przypinamy narty. Śnieg dość wolny, ale idzie się przyjemnie. Po krótkim czasie docieramy na polane, gdzie wita nas widok na Młynarza oraz szlaban przegradzający drogę. A także huraganowy wiatr. Gdy zaczynamy się zbierać do powrotu na polanę zbiegło stadko saren.

Z Łysej Polany pieszo dotarliśmy na Palenicę Białczańską. Ludzi sporo więcej (w Białej Wodzie nie spotkaliśmy nikogo). Droga do góry idzie nam dosyć szybko. Koło Wanty przy drodze leży ślad po misiu - nie tylko nam kiepska zima przeszkadza, Niestety po pokonaniu serpentyn bezlitosny czas nakazuje powrót. Nie zdążylibyśmy dojść do jeziora i wrócić na czas. Zjazd był cudowny. Szeroka droga pozwalała zapanować w 100% nad nartami, uważać należało tylko na ludzi.

Wieczorem lał deszcz. Pomysł by zostać dzień dłużej umarł śmiercią naturalną...

Koniec.

opis i zdjęcia: Tomasz Gapiński

 

 

 

 

Powrót do góry

copyright 2004-2007 by Tomasz Gapiński. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wykorzystywanie zdjęć i tekstów z obrębu witryny bez zgody autora zabronione.

kontakt: łebmajster