Góry moje - Tomasz Gapiński

Wyprawy:
Biegówkowo pod Tatrami...
Niżne Tatry 2007 (18 -...
Gorczańska majówka 200...
Pożegnanie zimy 2007 (...
Góry Izerskie 2007 (5-...
Tatrzańska jesień 2006...
Slovensko 2006 (21-28 ...
Kłodzko Rain Tour 2006...
Sylwester na Hali Góro...
Tatry 2005 (29 VIII - ...
Nord-Ost 2005 (17-23 V...
Karkonosze Spring Tour...
Tour de Beskidy 2004 (...

galeria



















Gorczańska majówka 2007 (27 IV - 1 V)



Sobota 28 IV 2007
Nowy Targ - Turbacz


Z powodu katastrofy mych wcześniejszych planów majówkowych postanowiłem na ostatnią chwilę doczepić się do ekipy z Akademickiego Klubu Górskiego "Bezdroża" i wraz z nimi pojechać na 4 dni w Gorce.
Po całonocnej podróży pociągiem (nie czas to i miejsce na rozpisywanie się o szczegółach zajmowania przedziału w wybitnie zatłoczonym składzie czy też o defenestracji naszej koleżanki) wysiedliśmy w Nowym Targu. Cała nasza ósemka plus Kasia, która dotarła chwilę później innym pociągiem. Przed wyjściem na szlak dopadamy jeszcze market gdzie robimy ostatnie zakupy. Przechodzimy przez całe miasto i za Dunajcem droga zaczyna nieśmiało piąć się do góry. Pogoda nas rozpieszcza. Jest gorąco, ale co chwilę chłodzi nas ożywczy wiaterek. Do tego z na zielonym szlaku polan roztaczając się przepyszne widoki. Widać Tatry. Nie spieszy nam się wcale. Chwilowe postoje przeciągają się w nieskończoność.
Przy odbiciu do tzw papieskiej kapliczki rozdzielamy się. Dziewczyny chcą iść bez plecaków, zostajemy więc popilnować dobytku. Po pół godzinie wracają i ustalamy, że spotkamy się na Turbaczu. Kapliczka jak kapliczka, natomiast opiekujący się nią ojciec zapędza nas zaraz do roboty - a to odwodnić ścieżkę a to przenieść gałęzie. W końcu zaraz zaczyna się sezon "mszalny". Usłyszawszy, żeśmy z Torunia dopytuje o pewna rozgłośnię. Zaciekawia nas też teoriami o pochodzeniu mańkutów oraz kondycji polskiej młodzieży.
W końcu ruszamy dalej. Na Turbaczu, gdzie zakładaliśmy nocować dowiadujemy się od dziewczyn o propozycji zmiany planu - dostaliśmy bowiem zaproszenie od gospodarza harcerskiej chatki "Bene" leżącej nieopodal. Co prawda nie wolno w niej (bo poza już owszem) pić, przeklinać oraz uprawiać seksu, ale niezrażeni tym postanawiamy spróbować. Trafić tam jest trudno jednak wg precyzyjnych wskazań udaje nam się to. Zostajemy.
Wieczorem urządzamy sobie małe ognisko a po nim prawie do trzeciej koncert gitarowy. O dziwo nikomu to nie przeszkadza. Remik (tamtejszy chatar) bawi się z nami do końca.

niedziela 29 IV 2007
Turbacz - Hawiarska Koliba


Rano pogoda pod psem. Mgła, dośc zimno i coś siąpi, choć nie wiadomo czy to z nieba czy z drzew. Iść się nie chce ale trzeba. Żegnamy się z Remikiem i idziemy do góry. Na Turbaczu kompletna pustka, co w taką pogodę szczególnie nie dziwi. Idąc przez Halę Długa możemy podziwiać jedynie krokusy, które choć pełnię kwitnienia mają już za sobą, nadal prezentują się okazale. Panoramę Tatr widać jedynie na tablicy. Wraz z lasem zaczyna się też śnieg. Niewiele go, ale jest mokry i dość uciążliwy. Postój na Jaworzynie przy kapliczce i ruszamy dalej. Zimno jak cholera. W tym czasie nasza grupa zaczyna się rozdzielać. Marek z Natalią wypruwają do przodu, ktoś inny zostaje za peletonem. Zaczyna się trochę wypogadzać i znów możemy podziwiać urocze łąki pełne szałasów.
W Hawiarskiej Kolibie dosyć tłoczno, ale miejsce na nas czeka. Podobnie jak herbata. Coś fantastycznego. Wieczorem udajemy się do Ochotnicy uzupełnić zapasy i kupić składniki obiadu, który dziewczyny zaoferowały się ugotować. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania - taka ilość makaronu z mięsem wykarmiła by dywizję wojsk pancernych, a co dopiero naszą skromną dziewiątkę :) . Spać idziemy grubo po drugiej - znowu dopadliśmy gitarę...


poniedziałek 30 IV 2007
Hawiarska Koliba - Gorc - Hawiarska Koliba


Plan na dziś - Gorc i Magurki. Założenie dodatkowe - ile się da unikamy znakowanych szlaków. Że nie jest to proste okazuje się zaraz ponad zabudowaniami jednego z przysiółków. Jedyna sensowna ścieżka biegnie potokiem, co chyba niezbyt podoba się tym, którym wczoraj przemokły buty. Nikt jednak nie protestuje, więc ostro wyrywamy do góry. Po jakimś czasie osiągamy grzbiet, jedno z bocznych ramion Gorca. Spoglądamy na południe i... Dalej nikt nie chce iść. Panorama Tatr jest oszałamiająca (choć niezbyt fotogeniczna). W końcu jednak, po dobrej godzinie idziemy wolno dalej. Mimo to co chwilę ktoś się zatrzymuje by popatrzeć na ośnieżone szczyty Tatr kontrastujące z wiosennymi łąkami Gorców. Sam wierzchołek Gorca jest dość nudny, pomimo tego, ze niedawne wiatrołomy trochę odsłoniły widok.
Na zejściu dołącza się do nas towarzysz. Pies rasy kundel z niesamowicie błękitnymi oczyma. Jako, ze słyszeliśmy, że jego pan poszedł na górę, Kuba i Marek postanawiają wrócić z psem i się blisko szczytu od niego opędzić. Kiedy czekamy na nich zaczepia nas małżeństwo idące w przeciwną stronę i pytające czy nie widzieliśmy ich psa...
Dochodzimy w końcu do polany, gdzie chcemy odbić ze szlaku w dół. Ścieżki długo nie możemy znaleźć, jednak w końcu udaje się to. Przez kilka przepięknych polan z widokiem na Tatry dochodzimy do Małego Jaszczego skąd asfaltem już do Ochotnicy. Zakupy i 200 metrów (w pionie) podejścia do schroniska. Na Magurki i wrak samolotu czasu już nie starczyło...

wtorek 01 V 2007
Hawiarska Koliba - Lubań - Krościenko


Dzisiaj nasza grupa się już rozdziela. Kasia, Natalia, Ola i Paweł postanawiają wydostać się z Ochotnicy autobusem. Reszta, czyli my - dojść do Krościenka przez Pasmo Lubania. Niestety - z planów wczesnego wyjścia zostają nici - kiedy wstaję o 7:30 inni jeszcze smacznie śpią.
Dlatego trzeba narzucić ostre tempo. Z Ochotnicy wyrywamy prosto do góry na Runek. Znowu część drogi wiedzie korytem potoku, ale dziś jest ciepło, a nawet gorąco. Na grzbiecie straszymy się wzajemnie owym piekielnie stromym i morderczym podejściem na Lubań, które jak to zwykle bywa pokonujemy w mig. Widok ze szczytu jest na tyle piękny, że postanawiamy zostać trochę dłużej niż zamierzaliśmy. Warto, bo ni stąd ni zowąd z lasu wybiega stado saren i galopem przebiega przez podszczytową polanę.
W końcu, kiedy czas naprawdę zaczyna nas gonić widokowym szlakiem przez Marszałka schodzimy do Krościenka. Szybkie zakupy, lody i już mamy autobus do Nowego Targu. Wsiadając do prawie pustego pociagu kończymy Rajd Wiosenny Gorce 2007.

Podsumowanie
Gorce to z pewnością nie są góry do uprawiania sportu. Tu trzeba umieć się zatrzymać, rozejrzeć a nawet poleżeć godzinę w trawie i patrzeć się w niebo. Maratony typu 49 GOT na raz (patrz Beskidy Tour 2004) mijają się z celem a potrafią zniechęcić do tych jakże pięknych gór.
Dziękuje też Karolinie, która to zorganizowała, Gosi, Natalii, Kasi, Oli, Pawłowi ,Kubie i Markowi za niezrównane towarzystwo na szlaku.

Koniec.

opis i zdjęcia: Tomasz Gapiński

 

 

 

 

Powrót do góry

copyright 2004-2007 by Tomasz Gapiński. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Wykorzystywanie zdjęć i tekstów z obrębu witryny bez zgody autora zabronione.

kontakt: łebmajster